.

Najlepsza historia z Izreala cz.2

W końcu przyszli, dość niespodziewanie kiedy czerpaliśmy garściami prąd i paliliśmy papierosy. Oczekiwałam jakichś żydowskich hispterów, biznesmenów, feeelancerów z Tel Avivu, ale przyszło dwóch mężczyzn bardziej przywołujących na myśl osoby, które dopiero wpadły w mętne wody bezdomności.

Do tego wyglądali dość znajomo, nie polsko ale blisko. Jeden z nich miał długie blond włosy i bardzo zniszczone zęby, był wysoki i tyczkowaty jak gwiazdor rocka, drugi natomiast był niższy, miał aparycje może nie z “Chłopaków do wzięcia” ale trochę chłopską. H. i L. tak będę o nich mówić H to ten z długimi włosami a L to ten niższy. Okazało się, że są Czechami, ale jednocześnie twierdziliśmy, że nie będziemy próbować się zrozumieć, polski i czeski są tak różne, a do tego normalne słowa w czeskim oznaczają często potoczne nazwy geniatliów i przekleństwa, i w drugą stronę w sumie tak samo, dla mnie czeski brzmi jakby ktoś nabijał się z polskiego i próbował wymyślać śmieszne zdrobnione słówka na przykład mówiąc w samotności pieszczotliwie do swojego psa, powiedzieli że to samo uważają o polskim. Nie mieliśmy do siebie o to pretensjo ani nie mówiliśmy tego z zawiścią i szydzeniem, po prostu takie są fakty dla obu stron. Wydali mi się trochę efemeryczni, była w nich jakaś ulotność, niestałość, niby mówiący normalną ilośc słów jaka jest odpowiednia w kontaktach między ludźmi, ale jakoś tak za mało, arogancko za mało.

Wkrótce dołączyła do nas znienacka rodzina holendrów, która z synem odbywa właśnie wycieczkę po szlaku jako, że dopiero co miał tu w Izraelu bar mincwe. Siedzieliśmy na kanapach, ojciec był niezwykle rozmownym podróżnikiem, nawet 13 letni syn nie chował się w kącie. Mój chłopak razem z holenderskim ojcem przy małej pomocy holenderskiej matki postanowili cos ugotować i H i F powiedzieli, że w kibutzu jest ogródek i można brać z niego co się chce, więc wybrali się tam po warzywa. Kiedy tak gotowali w najlepsze, pod dachem drzew (bowiem całe to miejsce nie przepuszczało słońca, co dawało niesamowita ulgę w te upalne dni), zapadał zmrok. H zaczął palić jointy, a F pić piwo i jak się okazało sprawa wygląda tak, że wysoki tyczkowaty H. zaczyna dzień od piwa a jointy palić zaczyna dopiero po zmroku, u F. natomiast sprawa miała się odwrotnie, poprzez dawną kontuzję kręgosłupa jego obolałe plecy reagują jedynie na znieczulenie marihuaną, dlatego pali od rana, ale piwo zaczyna pić dopiero po fajrancie.

Zaczęliśmy się wszyscy rozkręcać, a ja pozwalałam sobie odpłynąć do krainy wyobraźni. Kim są? Wszystko trzeba było z nich wyciągać, a nie chciałam jak natrętny śledczy zadawać pytań od razu, chciałam żeby sytuacja wypływała powoli, żebym mogła sobie sama te fakty niczym puzzle składać z wielką przyjemnością. Pomyślałam, założyciele tego miejsca, myślałam że to jacyś bogacze, no bo kto komuś daje wybudować taki przybytek i pomieszkiwać tu za darmo przy państwowej ziemi kibutza, z pełnym dostępem do jego dóbr i prądu? Doszłam natychmiast do wniosku, że muszą być sławni albo chociaż wykonywać jakieś zawody wymagające charyzmy. H. przypominał mi gitarzystę zespołu Red Hot Chili Peppers, stwierdzałam więc, że pewnie są muzykami i podróżują po świecie z różnymi zespołami, H jest gitarzystą prawdopodobnie byłym albo ciągle heroinistą, stąd problemy z uzębieniem i ogólna waga ciała, a F…. był tak zwyczajny, że nie mogłam nic wymyślić, może jest utalentowanym dźwiękowcem?

Wtedy nastąpił zwrot wypadków, który zniweczył wszytskie moje wcześniejsze imaginacje.

F. ze swoimi trochę serdelkowatymi palcami, zybt krótkimi na palce pianisty, wyjął klasyczną gitarę i zaczął grać. Boże jak on grał! Jak pan bóg, chopin strun, było to coś czego doświadcza się rzadko, że pomimo braku muzycznego doświadczenia i wykształcenia wiesz, po prostu czujesz, że ten ktoś zajebiście ogarnia i po prostu rozpierdala wszystko na gitarze. Mój chłopak, który sam gra na gitarze od lat i to nie byle jak powiedział, że to był poziom mistrzowski jakiego nigdy pewnie nie osiągnie. Kim więc byli? Wszystko runęło, choć H. Nadal mógł grać na gitarze np basowej albo chociaż na perkusji. Zapytałam wtedy czy grają w jakimś zespole, H oczywiście troche się zaśmiał co oznaczało w skrócie ha ha ha ja i muzyka. a F. powiedział, że tak czasami grywa, miał nawet swój zespół jeszcze w Czechach.

Zapomniałam wspomnieć co działo się z bardzo religijną dziewczyną ubraną na cebulkę, która z nami przyszła, otóż po przyjściu wyjęła swoje szabatowe talerze i zrobiła kanapkę, siedziała ciągle przy stole oddalonym od kanap i stref głównej jakieś 2m i coś czytała. Zaproponowaliśmy jej jedzenie ciepłe i była nawet chętna, ale okazało się, że nasze jedzenie zostało skażone niekoszernymi nożami i odmówiła. H. zaprosił ją do nas, ale nie była dość skłonna się integrować i odmówiła, ponieważ są tam narkotyki a jest szabat i nie może tam przebywać. Ogólnie wydawała się podminowana tą atmosferą, która na pewno nie sprzyjała religijnym piątkowym obrzędom i kompletnie się wyizolowała a jak się obudziliśmy następnego dnia to już jej nie było. H pokazał palcem na czoło co oznacza, że uważa o niej iż jest pierdolnięta i powiedział ” Jak ja nie cierpię religijnych ludzi”.

Zupełnie zapomniałam o problemie łapy Haja i po obejrzeniu jej ponownie stwierdziłam, że jest spuchnięta. Pomimo imprezowej już atmosfery wpadłam na genialny pomysł i zapytała H i F

  • Czy w Waszym ogródku rośnie kapusta?

Nie wiedzieli, ale udaliśmy się tam ponownie i oto była! zerwałam liść, ubiłam go rączką noża i przyłożyłam na opuszkę Haja dobrze zawijając ją bandażem, kapusta wszak ma działanie ściągające różne dziwne ropy i infekcje!

W pewnym momencie imprezy nie wytrzymałam i zapytałam

  • Czym się właściwie zajmujecie?

Odpowiedzieli

  • Jesteśmy robotnikami, łapiemy jakieś roboty dorywcze.
  • Ale jak to się stało, że wybudowaliście tu to wszystko?
  • Ah, znamy tu wszystkich, świetni ludzie, powiedzieli budujcie sobie co chcecie.
  • Ale… a praca? trzeba mieć jakąś wizę specjalną żeby tu pracować? Bo mieszkać chyba można tylko jak się udowodni, że jest się żydem.
  • Ah tak, nie wiem czy trzeba wize, ja nie mam. I tak jesteśmy tu już nielegalnie od pół roku, bo turystyczna dawno się skończyła.

Kilka zdjęć, które sa tak złe, że nic ich nie uratuje, ochłońcie i poniżej reszta relacji.

Spędziliśmy tam łącznie około 3-5 dni i od tej pory nie jestem pewna kolejności wydarzeń, wszystko jawi mi się trochę jako chaotyczny sen pełen niedopowiedzeń.

Przypominam sobie opowieść prawdopodobnie z pierwszego wieczora, kiedy H powiedział, że podróżował jachtostopem po wyspach Polinezji. Na jednej z nich, ludzie zapytali czego by sobie życzył a on powiedział, że  chciałby poznać króla i zapalić z nim jointa! Powiedzieli, nie ma problemu pani H, oto król i zaprowadzili go do niego. Król przywitał go ciepło, zabrał na zajebiste party i poczęstował największym jointem jakiego w życiu palił. Nie mogłam się powstrzymać pisząc to i sprawdziłam, które wyspy Polinezji mają króla i okazało się, według Wikipedii, że jedna i nazywa się Tongo a król to Tupou VI a jedno z jego dzieci nazywa sie Ulukalala. Wiem już gdzie na pewno muszę pojechać … Oto on

zdjęcie z Wikipedii. Jeśli Krol Jerzy Topou VI to czyta to i przypadkiem mówi po polsku, proszę o zgłoszenie się do mnie w celu potwierdzenia iż spalił wielkiego jointa z pewnym chudym, wysokim Czechem kilka lat temu.

Bardzo chciałabym wierzyć w tę historię, i jak we wszystkie inne które opowiadał, pozwoliłam sobie nawet uwierzyć w nie w trakcie ich słuchania, co było bardzo przyjemnym doświadczeniem.

Pamiętam, że dzień następny rozpoczął się nie dość, że od tajemniczego wyjścia w stylu angielskim tej religijnej dziewczyny ubranej na cebulkę to jeszcze eksplozją łapy Haja. Najwidoczniej kapusta zrobiła swoje i po odwiązaniu bandaża ukazał mi się palec wielkości piłeczki pingpongowej, co nie zostawiało złudzeń, że w środku siedzi obrzydliwa ropa i najlepiej by było iść do weterynarza.

H był już na nogach i pił piwo i powiedział, że oczywiście on zna weterynarza z okolicznej wioski, nie nie, nie musze tam jechać, on zadzwoni i mi załatwi, żeby weterynarz tu przyjechał, pieniędzy to nie nie, on załatwi żeby nie wziął, tyle co za leki oddać. No proszę, pomyslałam, teraz się sprawdzimy, czy to co mówiłeś było prawdą, pomyslałam, nie dość, że znasz króla Tongo Tupou VI to jeszcze weterynarza, który zupełnie przypadkiem mieszka w Kibutzu obok, na tym wygwizdowie. Na prawdę tak myślałam, po wszystkim co usłyszałam, jedynie znajomość weterynarza, mogłaby ostatecznie przekonać mnie, że ten człowiek choć częściowo mówi prawdę. H. wyjął swój telefon, jakiś model sprzed Nokii 3210 i zaczął dzwonić. Nikt nie odbierał. Tu cię mam, pomyslałam. Ale za 10 minut ktoś zadzwonił, słyszałam echa rozmowy i H powiedział, że weterynarz juz jedzie.

Jaką miałam minę kiedy zjawił się z teczką doktora Dolittle prawdziwy lekarz weterynarii. Na prawdę do ostatniej chwili nie wierzyłam, że się pojawi. Masz niedowiarku, pomyślałam, jakby znajomość z weterynarzem całkowicie tłumaczyła znajmość króla Topou i wszystkich ludzi z kibutza, którzy za darmo przekazują ziemie do wybudowania najzajebistszego ogródka działkowego jaki kiedykolwiek powstał. Nie wiem jak was, ale mnie to totalnie, choć na chwilę, przekonało.

Niestety okazało się, że Haj zdjął sobie buta, zjadł bandaż z kapustą i wylizał swoją opuszkę tak dokładnie, że ta eksplodowała i wylizał najprawdopodobniej ze smakiem całą ropę zostawiając małe rozcięcie pomiędzy palcami. Weterynarz powiedział, że to nawet dobrze i wystarczy antybiotyk na kilka dni i względne dbanie o czystość.

H i F pozwolili nam zostać ile chcemy. Dni mijały na pojawianiu się ich i znikaniu, raz mieli jakąś robotę, musieli prowadzić ciężarówkę ze sprzętem na jakieś zawody w bieganiu i asystować tam. My siedzielismy w cieniu, chodziliśmy po kibutzu i zwiedzaliśmy szkołę, w której również sprzedawali ser kozi, oglądaliśmy zagrodę z kozami, ogródek, raz ktoś pozwolił nam wziąć ciepły prysznic u siebie i tam spędziliśmy chwilę.

Nie pamiętam już dokładnej chronologii wydarzeń, ani wszystkich tych historii (musieliśmy podjąć burzę mózgów, żeby przypomnieć sobie te soczyste historie)a wieczorami działo się zawsze dość sporo, czasem i w dzień schodzili się nagle jacyś ludzie i rozmawialiśmy.

Dowiedziałam się, że H. ma żonę w Czechach i nastoletnia córkę, których to zdjęcie mi pokazał. Natomiast tu w Izraelu ma drugą żonę, mówił o nich żony, ale pewnie nie byli małżeństwem i obydwie o sobie wiedzą i zupełnie im to nie przeszkadza. Mówił, że może na prawdę ożeni się z tą drugą z Izraela i wtedy będzie miał wizę.

Raz to F zapytał mnie skąd mam pieniądze na podróże i powiedziałam mu o sprzedaży mieszkania po babci. Ostrzegam, że teraz spadniecie z krzeseł, bo F powiedział, że on też kiedyś miał dużo pieniędzy, bo wygrał w LOTTO!

F miał mniej spektakularnych przygód od H. i wyglądał na bardziej uczciwego, do tego pięknie grał na gitarze i jakbym nie miałam chłopaka to na pewno bym się w nim zakochała pomimo niespecjalnego wyglądu i niskiego wzrost (jeśli chodzi o chłopski wygląd, to rzeczywiście okazało się, że obydwoje pochodzą z bardzo małej wsi). Dlatego totalnie mu wierzę, co mnie bardzo cieszy bo nigdy nie poznałam nikogo kto wygrał w Lotto. Więc zadawałam setkę pytań, ile jak podatek, na co wydał. Oczywiście nie pamiętam juz liczb, ale było to kilkanaście lat temu i za te pieniądze żył dość dostatnie kilka lat, po pierwsze kupił swojej dziewczynie, która miała kilkuletniego syna i mało pieniędzy, jakieś duże mieszkanie, kupił sobie drogi samochód i różne inne rzeczy, dał dużo pieniędzy przyjaciołom, bo każdy go o coś prosił, kupił bardzo dużo sprzętu do grania w gry komputerowe i mnóstwo tychże gier i spędzał całe dnie grając i grając. Aż w końcu pieniądze się skończyły i zupełnie go to nie zmartwiło. Mówił, że pieniądze są mu obojętne, może mieś ich dużo może mało, i zupełnie nie żałuje, że nie spożytkował ich na rozsądne inwestycje finansowe w przyszłość. Teraz w końcu też jest dobrze. BIł od niego spokój i pewnoś  tych słów. Wydaje mi się kimś zadowolonym z tego co jest, z teraźniejszości.

Któregoś dnia siedzimy sobie na kanapach i nagle słychać niedaleko nas strzały. Oczywiście nikt się tym nie przejął, w Izraelu często wojsko robi ćwiczenia i słychać strzały. Czasem, jak wtedy, zdarzało mi się o tym zapomnieć i wystraszyć. Zaraz potem przyszli jacyś żołnierze, usiedli na kanapie jak gdyby nigdy nic i zaczęli rozmawiać z H i F. Oczywiście, że się znali! Zapomniałam, że znają wszystkich i że zaczęłam w to wierzyć. Kiedy sobie poszli H. powiedział, że dobrze, że z F. zmienili miejsce gdzie trzymają swoje “dzieci”, żeby nikt ich nie znalazł. Później nam pokażą, jak wojsko sobie pójdzie.

Okazało się, że mają w tym buszu małą hodowle marihuany. Małą domową tylko trzy krzaki/krzaczki (nazwane dziećmi) rozmnażające się swoimi płciami żeńskimi i męskimi. Trzymane póki co w donicach i właśnie kończą budowę małej zagródki pod siatką i jutro przesadzą je tam. Był z nami jakiś chłopak z Kibutza, który ciągle pali jointy, właściwie to przyniósł je tu dla H i F i rozpoczyna się debata o uprawie, długa i interesująca.

Wieczorem H i F przywożą jakichś chłopaków, którzy wyglądają na 16 lat, są z sąsiedniego Kibutza. Robią małe party, oczywiście piją piwo i palą jointy. Ja gotuję, na metalowej beczce stawiam ruszt i patelnie i smażę ziemniaki. Przychodzą jak co wieczór różni goście, pan były wojskowy ze swoim jack russelem dumnym jak on sam, pieskiem który sam mógłby pracować w amerykańskim wojsku, przychodzi jakaś pani z kibutza z może 5 letnią dziewczynką, która od razu zasypia, i z bardzo starą labradorką którą adoruje Jax, i wszyscy tak siedzimy, gra muzyka, siedzą ze sobą psy i siedzą ludzie w jakiejś naturalnej kolei rzeczy, pani wyciąga flet i na nim gra a potem coś śpiewa, F wyciąga gitarę, a potem 16 latkowie puszczają hip hop i hity współczesne.

Wychodzą na jaw kolejne sekrety H. (A może wyszły następnego wieczora lub poprzedniego?). Otóż okazuje się, że był kiedyś w czeskim parlamencie w latach 89-90 w czasie jedwabnej rewolucji i poznał Havla. Mówił, że była to party for sexual freedom, i próbowali też chyba legalizować marihuanę.

Zastanawiam się czy Czesi są większymi rasistami niż Polacy tzn ujmijmy to inaczej, czy nastroje przeciwko przyjmowaniu uchodźców są tak radykalne, właściwie nigdy nawet się tym nie interesowałam, ale jeśli H. byłby odzwierciedleniem czeskiego społeczeństwa to mogę powiedzieć, że nastroje są radykalne. Opowiedział nam historię z małego miasteczka (nie wiem czy nie była to może wieś z której pochodzi), gdzie przyjęto uchodźców i Czesi byli sceptycznie do tego nastawieni, ale przyjęli ich bez robienia kwasu. Niestety imigranci/uchodźcy jak to “typowi muzułmanie” zaczęli robić syf wokół swojego miejsca zamieszkania tj rozrzucać papierki, kartony, plastik, ogólnie wszelkie śmieci (niestety moje obserwacje potwierdzają podobne zachowania) i załatwiać się gdzie popadnie bez skrępowania, dlatego mieszkańcy się wkurzyli i wzięli wszystkie psy jakie mieszkały w miasteczku i razem z nimi regularnie przychodzili pod dom muzułmanów i te psy się tam załatwiały. Coś takiego. W każdym razie H. nie pochwala przyjmowania uchodźców i nie lubi muzułmanów i stwierdził, że bardzo się cieszy iż jego kraj ich nie przyjmuje i dobrze na tym wyjdzie, jeszcze zobaczymy.

Tak mijały dni, a łapa Haja goiła się tak, że mogliśmy już bezpiecznie wyruszyć. Właściwie to mogliśmy zrobić to dzień wcześniej, ale jako że H i F następnego dnia też wyjeżdżali i nie wiedzieli kiedy tu wrócą, najwcześniej może za miesiąc, to namówili nas na zostanie ostatniej nocy. To nie tak, że zostaliśmy nie wiadomo jakimi przyjaciółmi, nie wymieniliśmy się numerami i facebookiem. Po prostu tak było by najbardziej symetrycznie i idealnie, zostać do końca. Oczywiście było niezapowiadane party, przychodzili ludzie z Kibutza.

Przed zmrokiem ostatniego dnia poszliśmy głęboko w busz tymi dziwnymi niewydeptanymi ścieżkami jak dzień wcześniej, z łopatami w rękach i przesadzaliśmy dzieci do bezpiecznej szklarni pokrytej gęstą siatką. Następnego ranka H i F byli już daleko stąd kiedy się obudziliśmy więc i my zwinęliśmy namiot i plecaki i udaliśmy się w dalszą wędrówkę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *